Reklama:

Ostatnie komentarze

Polub nas na Facebook:

Poleć w Google:

Jesteśmy też tu:

Durszlak.pl Mikser Kulinarny Odszukaj.com
zBLOGowani.pl
Top Blogi
Kopytka
Sałatki
Pstrąg pieczony
Makieta kolejowa
Krewetki na ostro
Racuchy
Kluski leniwe
Muszle nadziewane
Kluski śląskie
Domowa wędlina
Hreczniaki
Faworki
Rafaello
Szybkowar przepisy
Najlepsze Blogi

Skorzystaj i Ty:

O wszystkim co ważne choć pozornie niepoważne...

Strefa rodzinna

wtorek, 21 lipca 2015

Przysłowie "Cudze chwalicie, swego nie znacie" w przypadku Ogrodzieńca jak i całej Jury krakowsko-częstochowskiej oraz Szlaku Orlich Gniazd sprawdza się doskonale. Człowiek jeździ, szuka, zwiedza obce kraje, a tuż pod nosem ma piękny rejon i niezłe atrakcje. Z Dąbrowy Górniczej do Ogrodzieńca mamy zaledwie 30 minut spokojnej jazdy. Zamek w Ogrodzieńcu pamiętałem z dzieciństwa i wypadało w końcu zapoznać z nim i nasze dzieciaki.

wycieczka do Ogrodzieńca

...Ogrodzieniec znacznie się zmienił od czasu gdy byłem tam ostatni raz, a było to dobre 20 kilka lat temu. Zmienił się w zasadzie nie do poznania. Oczywiście i na plus ale i na minus. Jarmarczny tłok wokół majestatycznych ruin osobiście  nieco mnie drażnił ale rozumiem też potrzeby rynku. Z resztą Dawid kompletnie by się ze mną nie zgodził bo wszystkie kolorowe i głośne atrakcje mu się strasznie podobały, a było w czym przebierać.

Spory plac zabaw z ogromnym dmuchanym zamkiem dawał dzieciom ogrom radości, a ich matkom palpitacje serca. W takim tłoku o drobne urazy nie trudno ale bez przesady. Dajmy dzieciom pożyć :)

wycieczka do Ogrodzieńca

wycieczka do Ogrodzieńca

Karuzela, park fizycznych eksperymentów, tor saneczkowy wycieczka po ruinach, a także Pałac Strachu, do którego niestety nie weszliśmy. Mnóstwo zabawy dla całej rodziny, a i cena za cały dzień korzystania niewygórowana. Ojca oczywiście najbardziej urzekły miniaturowe polskie zamki  pięknie i starannie wykonane. W Parku Miniatur było co fotografować:

wycieczka do Ogrodzieńca

wycieczka do Ogrodzieńca

wycieczka do Ogrodzieńca

wycieczka do Ogrodzieńca

wycieczka do Ogrodzieńca

wycieczka do Ogrodzieńca

Jadąc tu wyobrażałem sobie park miniatur jako tradycyjną dla innych tego typu miejsc zbieraninę nudnych francuskich wież, piramid i tego wszystkiego co się wylewa z ekranów telewizorów i folderów reklamowych biur podróży. Pozytywnie więc mnie Park Miniatur w Ogrodzieńcu zaskoczył. Prezentacja polskich zabytków architektury jest pięknie przygotowana i warta polecenia. Brawa dla pomysłodawców.

Ruiny zamku można zwiedzić specjalnie do tego przygotowaną trasą wśród pozostałości rycerskich sal, korytarzy i więziennych baszt. Trasa przygotowana bezpiecznie i solidnie chociaż dla małych dzieci trochę trudna. Szczególnie tam gdzie  przebiega wąskimi i stromymi schodami w klaustrofobicznych klimatach. Warto jednak poświęcić pół godziny spaceru dla takich widoków:

wycieczka do Ogrodzieńca

wycieczka do Ogrodzieńca

Wycieczka do Ogrodzieńca

Wycieczka do Ogrodzieńca

Wycieczka do Ogrodzieńca

Wycieczka do Ogrodzieńca

Wycieczka do Ogrodzieńca

Wycieczka do Ogrodzieńca

Wycieczka do Ogrodzieńca

Wycieczka do Ogrodzieńca

U podnóża zamku na przygotowanej specjalnie do tego scenie trwały pokazy zręczności szermierzy. Miejscowa grupa miłośników historii pięknie pokazywała widzom jak walczono w tamtych odległych czasach.

wycieczka do Ogrodzieńca

Reasumując. Wycieczka udana i z przyjemnością spędziliśmy kilka godzin wśród rycerzy, ruin i pięknych zamków. Jeżeli tak jak Ogrodzieniec rozwinęły się inne zamki na Szlaku Orlich Gniazd to chyba warto zwiedzić także pozostałe perełki polskiej historii.

12:48, srk76 , Strefa rodzinna
Link
wtorek, 25 listopada 2014

O swojej i Dawida fascynacji koleją oraz o powrocie do moich marzeń z dzieciństwa pisałem we wpisie Kolejka PIKO łączy pokolenia. Zanim jednak powstanie porządna do zabawy makieta w skali H0, postanowiłem potrenować na czymś mniejszym. Prezent od kuzyna z Niemiec w postaci kilku wagonów, parowozu i torów znanej choć nieistniejącej już firmy Zeuke należy gdzieś ładnie zaprezentować. Przydała nam się do tego nieczynna półka. Tak oto powstał projekt stworzenia dioramy kolejowej prezentującej kawałek wschodnioniemieckiej, fikcyjnej stacji kolejowej Stiel. Dziś pierwsza część dużego fotostory.

Tory zostały podklejone do kilkumilimetrowego kartonu. Peron natomiast został wykonany z kawałka styropianu i oklejony kartonem by móc z pomocą farb imitować betonową konstrukcję.

Dzięki uprzejmości Fabryki Kreacji - dąbrowskiej agencji reklamowej - piwnica Ojca wypełniła się niezwykle użytecznym przy budowie makiet i dioram styrodurem. To jeszcze wersja surowa - apetyczna i różowa.

Całość została zagruntowana farbą emulsyjną. Natomiast przestrzeń między pokładami kolejowymi powoli wypełnia się szutrem czyli kamienną imitacją kolejowej podsypki. Jest kilka technik szutrowania toru na makietach. Dzięki pracy nad dioramą wybrałem już jeden, według mniej najwygodniejszy. Usypany kopczyk szutru zostaje zalany rozcieńczonym dość mocno wikolem z dodatkiem ...płynu do naczyń. Popularna w kuchni chemia likwiduje tzw. napięcia powierzchniowe i pozwala by klej równo się rozprowadził między kamyczkami. Po wyschnięciu szuter jest jak skała, a kleju nie widać. Wystarczy już tylko go odpowiednio przybrudzić pyłami lub farbami by zaczął wyglądać jak realny kawałek kolejowej infrastruktury.

Najłatwiej takie kamyczki kupić w modelarskim sklepie ale w przypadku tej dioramy postanowiłem zrobić praktycznie wszystko samemu. Widoczny tutaj szuter do tłuczony młotkiem bazaltowy żwirek akwarystyczny. Całkiem zgrabny efekt udało mi się uzyskać choć powiem szczerze: ceny tego materiału w sklepach nie są zbyt duże więc w ten sposób robię szuter po raz pierwszy i ostatni.

Pora kształtować teren dioramy. Z pomocą noża ściany styroduru zmieniają strukturę. Kamienny portal kolejowego tunelu potrzebuje jeszcze kilku szczegółów i porządnie dobranego koloru by móc go uznać za gotowe dzieło. Na razie wygląda jak wyjazd ze sztolni.

Dodatkowy element wykończenia portalu pozwala już wyobrazić sobie wyjeżdżający z tunelu parowóz.

Przy okazji powstało przejście służbowe pracowników stacji. Materiał to balsa, a jego kawałki mają imitować stare kolejowe podkłady, z których w realnym świecie tworzone są takie przejścia lub przejazdy kolejowe. Balsa to bardzo wygodny materiał modelarski, który  świetnie imituje drewniane elementy.

Krytyczne oko inżyniera naczelnego projektu bacznie czuwa nad jego realizacją. Jak widzicie teren został pomalowany na brudny, ziemisty kolor by nie przebijać swoją bielą przez mającą niedługo się pojawić zieleń w postaci traw i krzewów.

Peron powoli wypełnia się elementami. Dodam w tym miejscu, że skala w jakiej tworzona jest diorama to 1:122 czyli metrowy element w realu ma na dioramie zaledwie 8 milimetrów. To spore wyzwanie dla grubych paluchów Ojca. Uzyskanie zadowalającego efektu rdzy na torach również do łatwych nie należy. Jeszcze nie raz nie dwa czyściłem szuter i szyny by znów je za chwilę spartolić. Ten element dioramy można jednak wykonać nawet na  końcu. Brudzenie torowiska jeszcze nastąpi pewnie nie raz.

Na zdjęciu widzicie też pierwsze próby z zielenią. Niestety ten materiał (gąbka florystyczna) był sporym błędem, którego nie pozbyłem się z peronu  do dziś. Paskudny materiał i kolor. Cóż brutalne prawo treningu...

Pracownicy stacji będę mieli swoje miejsce do odpoczynku, wypicia porannej kawy lub zwykłego pościemniania jak to drzewiej w socjalistycznych republikach ludowych bywało. Domek powstaje ze styroduru i balsy. Modelarze najczęściej używają do tego grubego kartonu modelarskiego lub spienionego PVC. Styrodur jest jednakże równie dobrym i łatwym w obróbce materiałem, a jego struktura pozwala na łatwe uzyskanie efektu tynku.

Wykonanie stolarki okiennej i drewnianej podłogi było sporym wyzwaniem. Jeszcze większym było wykonanie szyby okiennej z nakrywkowego szkiełka mikroskopowego ale o tym w kolejnej części fotostory.

Dotarła też pierwsza dostawa materiałów z których będzie można wykonać zieleń na dioramie. Różne rodzaje sztucznych traw zakupiłem w sklepie z akcesoriami modelarskimi. Dzięki ciekawej ofercie miałem możliwość za stosunkowo niewielkie pieniądze kupić kilkanaście różnych rodzajów materiałów modelarskich w małych ilościach. To ważne dla początkujących modelarzy bo ceny tego hobby nie są małe, a dzięki takim ofertom można wypróbować dużo więcej zanim zakupi się większe ilości. Internetowy sklep Akcesoria Modelarskie polecam bez dwóch zdań i zupełnie oficjalnie.

 

...i to by było na tyle w pierwszej relacji na blogu z procesu powstawania małej dioramy kolejowej, która ma cieszyć nasze oko i pozwolić Ojcu nabrać wprawy przed realizacją naszej pierwszej makiety kolejowej w skali h0 (1:87) Na kolejne relację zapraszam Was na blog, który stworzyłem specjalnie z myślą o mojej pasji: Makieta kolejowa

 

12:26, srk76 , Strefa rodzinna
Link
sobota, 18 października 2014

Podobnie jak Walentynki moda na jesienne przebieranki przywędrowała do nas z Ameryki. Można się obrażać skomercjalizowaną kulturę zachodu coraz częściej przenikającą do naszych domów ale w zasadzie nie można tego procesu zatrzymać. Z resztą co złego w świętowaniu na wesoło corocznego dnia zmarłych. W naszej kulturze też jest mnóstwo świąt (nawet tych religijnych), które genezę swojego powstania mają zakorzenioną głęboko  pogańskiej historii naszego kraju i regionu.

Powiem szczerze - wolę na ulicach oglądać kolorowe dynie lub straszne zjawy niż październikowym popołudniem  robić zakupy w blasku choinkowych świeczek. To niestety coraz częściej się zdarza w podmiejskich centrach handlowych. Dawniej chociaż czekano z bożonarodzeniowym szałem do późnego listopada. Współcześnie Czerwony Krasnal (bo to nie Święty Mikołaj) zaczyna swój coroczny oblot z pijanymi reniferami tuż po wakacjach...

Koniec gadania! Pora na zdjęcia przygotowań do ostatniego dnia października:

Dzień zmarłych na wesoło

Dzień zmarłych na wesoło

Dzień zmarłych na wesoło

Dzień zmarłych na wesoło

Dzień zmarłych na wesoło

Dzień zmarłych na wesoło

Dzień zmarłych na wesoło

 

...teraz zauważyłem, że wszystkie zdjęcia oprócz ostatniego opisałem Helloween. Zagadka brzmi dlaczego? Podpowiem tylko, że Ojciec to rocznik 76 ;)

wtorek, 22 lipca 2014

Nie ma zbyt wielu zabawek z dzieciństwa, którymi mógłbym jakoś w szczególny sposób zaskoczyć moją latorośl. Na większość z nich dzieciaki już nie zwracają uwagi. Kolejka elektryczna Piko jest jednak wielopokoleniowa.

zabawki

Swoją pierwszą i jedyną kolejkę kupiłem jako chłopiec w przepięknych górach Harzu w byłej Niemieckiej Republice Ludowej. Trafiłem tam na kolonie letnie z wymiany między zakładami pracy. NRD było dla nas dzieciaków z Polski istnym rajem. Kolorowy, pełen słodyczy i zabawek kraj - Eden dla małolatów. Podobało mi się tam wszystko*, a piękna kolejka Piko na torach H0 w szczególności. Kupiona za grosze, a raczej wschodnie marki cieszyła mnie dobrych kilka lat.

Niestety w Polsce w tamtych czasach dokupienie czegokolwiek do podstawowego zestawu kolejki H0 graniczyło z cudem. W Składnicach Harcerskich drożyzna i mały wybór, a na Pewex to mnie stać nie było. Sprzedałem więc kolejkę z pomocą taty i marzenia o stworzeniu makiety kolejowej poszły w odstawkę...

Dziś jest szansa by spełnić swoje dziecięce marzenie przy okazji spełniając także małe marzenia dzieciaków. Kolej dla Dawida znaczy wiele, a i Siostra wykazuje zainteresowanie modelami pociągów i tworzeniem pierwszych konstrukcji oraz budynków z klocków Lego. Hobby to może nie jest tanie ale chociaż dostępne i marzenia stają się możliwe do realizacji. Poniżej kilka fotek naszego zakupu i pierwszych spotkań z kolejką Piko.

zabawki

zabawki

zabawki

zabawki

zabawki

zabawki

*właśnie sobie przypomniałem, że nie wszystko mi się w NRD podobało. Herbata miętowa... obrzydzili mi ją na resztę życia. Na śniadanie, do obiadu i na kolację. Podawali nam to przez 3 tygodnie. Może i zdrowe ale świństwo... błeeeeh...

13:39, srk76 , Strefa rodzinna
Link
czwartek, 10 lipca 2014

Piękny i gorący weekend spędziliśmy na jak to nazwał Dawid: Farmie Dziadziusia. Piękne Gorce przywitały nas świeżym powietrzem, delikatnym, orzeźwiającym górskim wiaterkiem i pyszną kwaśnicą z ziemniakami. Posiłek się przydał bo jak to na farmie roboty kupa :)

Nad wszystkimi naszymi poczynaniami czuwał dumnie kogut Karol:

Farma Dziadziusia

W głowie młodego farmera rodzi się pytanie. Jak zabezpieczyć pyszne choć na razie na etapie tworzenia się ziemniaczki przed żarłocznymi stadami miejscowych saren. Przecież to nie stołówka dla leśnej zwierzyny.

Farma Dziadziusia

Zdjęcie Ojca obsługującego dzielnie kosiarkę nie przeszło przez cenzurę Strażników Moralności przy miejscowym oddziale Radia Maryja więc musicie sobie jedynie wyobrazić ile było do zgrabienia i wywiezienia trawy. Tak na marginesie - spiekłem się jak rak we wrzątku...ale było warto... 

 

Farma Dziadziusia

Farma Dziadziusia

Tam gdzie samochód nie da rady tam konia poślij. Koniki wracają z weseliska...

Farma Dziadziusia

Pora kurom i kaczkom podsypać...

Farma Dziadziusia

...i drewna do pieca nanieść.

Farma Dziadziusia

Wreszcie relaks nad potoczkiem i budowa strategicznej zapory wodnej.

Farma Dziadziusia

...a na zakończenie porcja słodkim poziomek. ...a ponoć nie ma jak to się wyraził dąbrowski handlarz z miejskiego ryneczku. Co on tam wie :)

Farma Dziadziusia

 

11:05, srk76 , Strefa rodzinna
Link
czwartek, 03 kwietnia 2014

Jest kilka miejsc na Zagłębiu Dąbrowskim gdzie warto się wybrać z dzieciakami. Sosnowieckie egzotarium do nich należy i właśnie dlatego dzisiejsza z niego fotorelacja. Przedsmak chorzowskiego ZOO i sprawdzian młodego jak zareaguje na było nie było straszne zwierzęta.

wycieczka

W Sosnowcu przywitała nas prześliczna magnolia i uśmiechnięta Pani Wiosna:

wycieczka

Pierwszy stwór zaatakował nasze oczy z lewej flanki. Dawid stanął jak wryty i już myślałem, że jest po wycieczce. Legwan zielony na żywo wygląda inaczej niż kreskówkowy kameleon z Little Pet Shop na MiniMini. Z resztą kameleon w sosnowieckim egzotarium też jest ale tym razem schował się tak, że go nie znaleźliśmy.

wycieczka

Strażnik po prawej stronie drzwi wejściowych załatwił nam Młodego na cacy. Bez zbędnych słów Dawid uciekł na salę z rybkami akwariowymi. To właśnie one spowodowały, że chciał do egzotarium w ogóle pojechać. Krokodyla się bał już na samo o nim wspomnienie. Gad budzi respekt nawet przez szybę terrarium.

wycieczka

Pielęgnice pawiookie majestatyczne i piękne zainteresowały nas szczególnie.

wycieczka

Tak popularny w domowych akwariach glonojad w wersji XXL w otoczeniu potomstwa pięknych pielęgnic.

wycieczka

Wielbiciele rybki Nemo też znajdą w Sosnowcu swojego ulubieńca. Morskie akwarium co prawda maleńkie ale kolorowa w nim krewetka i błazenek ubawili nas do łez. Niestety zdjęcia nie udane...

wycieczka

Chwila relaksu na ławeczce w otoczeniu pięknych ptaków i hałaśliwych papug. Wiosnę czuć tu szczególnie dobrze. Za nami wygrzewały się w słońcu wodne żółwie:

wycieczka

Z resztą w środku też się wolały wygrzewać w świetle silnych lamp niż przyglądać się turystom.

wycieczka

Roślina część egzotarium jeszcze czeka na maj i czerwiec by rozkwitnąć pełnią barw ale kaktusy nas nie zawiodły:

wycieczka

Już mieliśmy wychodzić gdy Dawid postanowił przełamać się i jeszcze raz odwiedzić krokodyle i inne gady. Agamy brodate bacznie nas obserwowały, a Młody się już gadzin nie bał.

Wycieczka

Pora pożegnać sosnowieckie egzotarium. Dawid zdał swój egzamin celująco. Można się wybrać do większego ZOO by pokazać mu to wszystko co zna jedynie z filmów i przyrodniczych programów.

Na koniec dostaliśmy pamiątkę w postaci wylinki pytona (będzie ciekawostka na lekcję przyrody Siostry) i zaproszenie na zbliżającą się wystawę storczyków. Piątek, sobota i niedziela z pięknymi kwiatami w egzotarium 11-13 kwietnia 2014 może się okazać ciekawym przyrodniczym doświadczeniem.

 

 

20:20, srk76 , Strefa rodzinna
Link
poniedziałek, 24 marca 2014

Wiosna! Cieplejszy wieje wiatr...

Zimy w tym roku nie było ale dobrze ponad pół roku jesieni to wystarczająco długo by wpaść we wszystkie możliwe typy depresji. Dlatego też jak kania dżdżu oczekiwaliśmy wiosennego słońca. Oczywiście pojawiło się wtedy gdy Ojciec miał popołudniową zmianę. Za to niedziela mimo, że bez słońca nie mogła skończyć się bez wiosennego spaceru.

Trawniki rozbłysnęły setkami małych słoneczek.

...aż się oko cieszy na zmiany w przyrodzie. Co roku człowiek się jak dziecko cieszy z każdego nowego koloru pojawiającego się po późnozimowej szarości.

Drzewa do niedawna uśpione lub nieśmiało pokazujące pierwsze zawiązki liści teraz puszczają chętnie urocze perełki kwiatów. 

Gołonoskie sanktuarium jeszcze widoczne ale za góra dwa tygodnie będzie widać już tylko kościelną wieżę. Drzewa bowiem już szykują się do rozciągnięcia wiosennej kurtyny.

Debata młodych przyrodników nad nazwą dla nowo przez nich odkrytych roślin. Nie mogło się obyć bez tak tradycyjnego dla naukowców sporu.

Sędziwa już Sunia jakoś nie mogła zrozumieć fascynacji człowieków rozkwitającą naturą. Trawa to trawa ważne by było się gdzie załatwić... a kto by tam zwracał uwagę na kwiatki.

...tak a propo. Brak śniegu tej zimy oszczędził nam corocznego widoku wiosennej forpoczty czyli wspomnianych przez Dawida tradycyjnych, polskich, organicznych przebiśniegów :)

pozdrawiamy

11:45, srk76 , Strefa rodzinna
Link
wtorek, 18 marca 2014

Sobotni seans filmowy w Familijnym domu  wypełniły kolorowe animacje panów Camerona i Pearna, zgromadzone w filmie dla dzieci pod nic nie mówiącym tytułem "Klopsiki kontratakują". Na marginesie: umiejętności naszych rodzimych dystrybutorów w tłumaczeniu pod polski rynek zachodnich filmów są od dawna znane ale w tym przypadku żaden tłumacz nie mógł wymyślić chyba nic lepszego. W zasadzie tytuł nawet pasuje do obrazu, który zobaczyliśmy.

Na ekranach zaprezentowała nam się mieszanka genialnych zdjęć i animacji w kompletnie absurdalnym choć trochę nudnawym scenariuszu. Osobie dorosłej film nie musi się podobać. Brakuje w nim elementów, które wciągną w intrygę. Takich "Iniemamocnych" mogłem oglądać co kilka miesięcy. Jednak to nie dla nas "Klopsiki..." są przeznaczone. Dzieciom się podobało i czas przy filmie spędziły z zainteresowaniem.


Pierwsza część tego filmu "Klopsiki i inne zjawiska pogodowe" opowiadała historię dziwnej wyspy, na której mieszkańcy od lat żywili się jedynie sardynkami. Ryba na śniadanie, obiad i kolację, ryba w czekoladzie, na ostro i klasycznie. Ryba do przejedzenia... Rybna dieta każdemu mogła się znudzić. Mieszkańcy mieli jej dość, a pewien młody, domorosły, trochę pechowy naukowiec i wynalazca postanowił im pomóc. Stworzył maszynę, która z pomocą energii elektrycznej tworzyła z wody różnorakie posiłki nie mające z rybą nic wspólnego. Flint  wspomniany już naukowiec stał się z dnia na dzień bohaterem wyspy. Nigdy nie ma jednak tak dobrze by nie mogło być gorzej. Maszyna się  zepsuła. Nad wyspą zgromadziły się mroczne chmury nadciągającej kulinarnej apokalipsy. Cała historia  skończyła się jednak jak to w bajkach bywa dobrze.

Druga część "Klopsiki kontratakują" opowiada dalszą część historii. Twórcy czerpią pełnymi garściami z różnych dzieł współczesnej kinematografii. Znajdziemy tam  sporo pomysłów z "Jurajskiego Parku" Stevena Spielberga, wprawne oko wypatrzy tam także spory wpływ braci Wachowsky i ich genialnego "Matrix'a". Na upartego można dostrzec nawet inspiracje z "Gwiezdnych Wojen". W filmie jest sporo humoru choć znam kilka filmów familijnych lub tych przeznaczonych dla dzieci, gdzie doskonałego humoru jest znacznie więcej. Scena gdzie Flint rozbija się o tablicę reklamową ubawiła mnie do łez. Postać policjanta twardziela bez spluwy też bawi i sprawia, że odrywamy się od skrytego pod poduszką smartphona.

Film na pewno warto obejrzeć w najlepszej jakości blu-ray lub chociaż w dobrym DVD. Powód jest prosty: co jak co ale artystycznie się do filmu trudno przyczepić. Żeby móc efekt pracy twórców animacji w pełni docenić nie warto filmu oglądać na byle czym z byle czego. Ekran telewizora co chwila eksploduje tysiącem kolorów, doskonałymi animacjami postaci i przepięknymi tłami.

Reasumując: wieczór lub popołudnie spędzone z dziećmi przy seansie "Klopsiki kontratkują" to czas dobrze spędzony. My dorośli będziemy na film patrzeć może trochę z boku, zerkając co jakiś czas na zegarek ale dzieciaki powinny mieć sporo dobrej zabawy. Obserwacja straszliwej hamburgerowej tarantuli czy przesympatycznej rodzinki zielonych ogórków będzie im się podobać.

O historii opowiedzianej w filmie nie chcę się rozpisywać bo czemu mam psuć Wam zabawę jeśli zdecydujecie się go z dzieciakami obejrzeć. Tym bardziej, że jeden z czytelników tego wpisu ma szansę otrzymać świeżutką kopię filmu "Klopsiki kontratakują" w wersji DVD. Wystarczy jedynie w komentarzu pod wpisem dorzucić zdjęcie wykonanego przez Wasze dzieci rysunku jednej z klopsikowych postaci. Technika dowolna. Zwycięzcę wybiorą wspólnymi siłami Dawid i Wiktoria. Można także skan lub zdjęcie pracy przesłać bezpośrednio na nasz email, który znajdziecie tutaj

Czekamy do 31.03, a wyniki ogłosimy 02.04 na blogu i naszym fanpage'u na Facebook'u

 

09:36, srk76 , Strefa rodzinna
Link
piątek, 24 stycznia 2014

Dopiero styczeń objawił się zimowym krajobrazem. Dzisiejszy wiatr niespecjalnie zachęcał do spaceru ale co tam. Nie wiadomo czy to nie pierwszy i nie ostatni śnieg w tym roku więc...

...trzeba się nacieszyć :)

Kto powiedział, że plac zabaw nawet zimą nie może przynieść trochę frajdy?

To zdjęcie to tak a'propo niedawno skończonego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Nasz zimowy miniOwsiak :)

Gołonoscy kibice Zagłębia Sosnowiec mieli świetny pomysł zasłaniając tym graffiti coś czego nie powinno być na placu zabaw. Ciekawe dlaczego włodarze miasta i dzielnicy nie wpadli na to dobrych kilka lat wstecz. 

...no w piaskownicy to my dzisiaj babek nie zrobimy...

Usiądź sobie Tatuś i gazetkę poczytaj, a ja idę na huśtawkę...

Za długo to by sobie tatuś nie posiedział. Pora wracać do domu i ręce pod gorącą wodą rozgrzać bo zaczyna nam palce wyginać.

czwartek, 19 grudnia 2013

Grudzień to czas  mikołajów, aniołków, urodzin czyli krótko pisząc prezentów. Jak są prezenty to są i pudełka. Lubię gdy dzieciaki potrafią się oderwać od tych wszystkich pięknych zabawek i zrobić coś samemu wspólnie. Dawida długo nie trzeba namawiać do wspólnych zabaw. Jedno słowo Siostry i młody pędzi pomagać. Tym razem z pozostałości po mikołajkowych prezentach Siostra z Felkiem zmontowali robota.

zabawka

To nie byle jaka sztuczna inteligencja. Skubany ma własne bijące światłem serduszko, śpiewa Justina Biebera i powtarza jak papuga to co do niego mówimy. Jak to robi niech zostanie słodką tajemnicą jego konstruktorów. Napisze tylko, że sam się zdziwiłem.

Coś czuję, że w moich dzieciach tkwi siła mogąca zmieniać ten  świat. Dotychczasowe sukcesy Polaków w Krzemowej Dolinie są  w zasięgu rąk Siostry i Felka...

 

 

 
1 , 2 , 3