| < Kwiecień 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30          
Tagi

Ostatnie komentarze

Reklama

tekst alternatywny

Polub nas na Facebook:

Poleć w Google:

Jesteśmy też tu:

Durszlak.pl
Kopytka
Sałatki
Pstrąg pieczony
Makieta kolejowa
Krewetki na ostro
Racuchy
Kluski leniwe
Muszle nadziewane
Kluski śląskie
Domowa wędlina
Hreczniaki
Faworki
Rafaello
Szybkowar przepisy

O wszystkim co ważne choć pozornie niepoważne...

Wpisy z tagiem: książka

sobota, 25 maja 2013

"To cudowna książka o życiu w miłości, przyjaźni i wśród piękna.O życiu składającym się z właściwych wyborów i małych przyjemności. O domu pełnym czułości, wspomnień i zapachów. Kraków nie spieszy się tak jak Warszawa, tam ludzie delektują się życiem."  - Beata Tyszkiewicz o powieści "Droga do Różan"

 

Zosia ma to o czym my marzymy od lat. Domek gdzieś daleko od zgiełku śląsko-dąbrowskiej aglomeracji - głośnej, brudnej, bez chwili wytchnienia. Ma ogród przepiękny z kwitnącą jabłonią, ganek gdzie można w ciszy wypić kawę lub kieliszek likieru jajecznego.  Piękne miejsce skąd można w zamyśleniu spoglądać na bawiące się  wśród różanych krzewów dzieci. Zosia nie ma jednak tego co mamy my - miłości. Tego bohaterce powieści "Droga do Różan" brakuje do pełni szczęścia. Miłości, o której poszukiwaniach  jest przeczytana właśnie przez Anetę powieść. Poniższa recenzja felieton to efekt naszej rozmowy na  temat książki.


"Droga do Różan" Bogny Ziembickiej, którą poleciło nam  wydawnictwo Otwarte,  to opowieść o samotności wśród ludzi. W powieści przewija się mnóstwo postaci jednak żadna nie jest w stanie dać Zosi tego co kobieta, taka jak ona potrzebuje chyba najbardziej. Zosia nie jest bohaterką, którą się lubi  od pierwszych akapitów.  Jest  mdła, nie zachwyca i raczej trudno się z nią utożsamiać. Drażni swoim niezdecydowaniem w sprawach damsko-męskich i naiwnością. W zasadzie stosunek czytelnika do głównego bohatera to główny wyznacznik umiejętności tworzenia postaci przez autora. Skoro Zosia wzbudza w czytelniku sporo emocji - choćby negatywnych, oznacza to że autor wywiązał się z zadania. Jednak czytelnik lubi też  utożsamiać się z bohaterami książek które czyta. Z Zosią wykonać tego nie sposób jeśli się jest stojąca twardo na ziemi kobietą i matką. Anecie spodobał się inny bohater tej powieści - Zuzanna - i to ona chyba może zachęcić ją do powrotu w Różane sady. Zuzanna i jej burzliwa historia z okresu II wojny światowej pojawi się w bodajże trzeciej odsłonie "Drogi do Różan".

 Struktura powieści  płata figle namnażając wątków i bohaterów w taki sposób, że dość łatwo można się pogubić. To wada "Drogi do Różan", która z założenia powinna  być lekką książką o polskiej prowincji i jej urokach. Relaksującą opowieścią o miłości, herbacie, szarlotce i ciszy we współczesnym hałaśliwym świecie. Zaczyna się w pięknej krainie gdzieś z dala od zgiełku, a kończy w może i pięknym ale jednak obrzydliwym swoim hałasem mieście Krakowie. My miejskie zmagania z życiem znamy aż nadto by się nimi zachwycać.

Mimo wad z książką warto się zapoznać. Opis przyrody i uroków życia na prowincji daje wytchnienie pracującej ciężko kobiecie w Wielkim Zakurzonym Mieście. Autorka umiejętnie wytwarza w umyśle czytelnika piękne obrazy, które powodują, że aż się chce dążyć do spełnienia naszych marzeń - życia w takim miejscu jak Różany. Książka jest  wstępem do ciekawej opowieści o życiu i miłości. Wstępem trochę przydługim, czasami niepotrzebnie zagmatwanym. Gdzieś się  tli  jednak nadzieja, że  eksperymentująca z pierwszą częścią powieści autorka poprowadzi czytelników  w ciekawszy świat w kolejnych odsłonach.

-------------------

Jako, że blog nasz oprócz przemyśleń to także  domowa książka kucharska, zainteresowałem się kilkoma ciekawych przepisami kulinarnymi pojawiających się w "Drodze do Różan". Najwyraźniej inspiracje do  kuchennych eksperymentów można znaleźć nie tylko w starych księgach kuchni polskiej ale i  w książce o poszukiwaniu miłości. Może by przepisy Zuzanny sprawdzić i wykorzystać na naszym blogu?

Jakby tego było mało czytelnicy powieści Bogny Ziembickiej mają szansę na arcyciekawe warsztaty kulinarne prowadzone przez Adama Chrząstowskiego w krakowskiej restauracji Ancora oraz na mnóstwo innych nagród.  Jak dla nas to spora zachęta do zakupu pozycji i wzięcia udziału w takim konkursie.

środa, 27 lutego 2013

C.J. Daugherty ze swoją "Nocną Szkołą" ("Wybrani" - tytuł polskiego wydania) ma zamiar wskoczyć w puste miejsce pozostawione na półkach księgarni po "Harrym Potterze" i wampirach z sagi "Zmierzch". Jest o co zawalczyć, a była reporterka kryminalna postanowiła zmierzyć się z tym wyzwaniem. Czy jej się uda? Jestem tego ciekaw... tym chętniej ucieszyłem się z propozycji wydawnictwa Otwarte by zapoznać się z przedpremierowym egzemplarzem powieści C.J. Daugherty. Wydanie zapowiedziano w Polsce na 06 marca 2013 roku.

Pierwsza część sagi   rozpoczyna się  przedstawieniem nam głównej bohaterki Allie. Szesnastolatka mocno przeżywa zaginięcie ukochanego brata i nie potrafi sobie sama z tym poradzić. Kolejne szkoły, złe towarzystwo, bunt, chuligańskie wybryki - niewiele trzeba by kilkuletni trud  w wychowywaniu dziecka poszedł na marne. Rodzice Allie w desperackim akcie ratowania córki przed złem tego świata wysyłają ją do Akademii Cimmeria - tajemniczej szkoły gdzieś w głębi kraju. Kosztownej akademii dla trudnych ale nad wyraz zdolnych dzieci.

Potężny budynek, mroczny las i ciekawe choć lekko sfiksowane towarzystwo zgromadzone w szkole z internatem po pierwszym szoku budzi w Allie coraz większa ciekawość. Stopniowo odkrywa coraz to więcej tajemnic tak budynku jak i uczniów, którzy w owej Akademii studiują. Robi się ciekawie z każdą kolejną odwracaną stronicą...

Powieść czyta się lekko i trzeba przyznać, że wciąga od początku. Zbudowana jest tak by ciekawić. Subtelnie narastające napięcie powoduje, że w każdą wolną chwilę łapie się książkę by pochłonąć kilka kolejnych stron. Tekst nie nudzi skomplikowaniem.  C.J. Daugherty nie stosuje w nadmiarze tego wszystkiego co znamy z  lekcji literatury. Opisy miejsc i bohaterów są proste. Wymagają tym samym od nas sporej dawki wyobraźni - nie każdy autor potrafi bowiem słowem opisać wnętrza i postaci tak jak robił to Umberto Eco w "Imię róży". Specjalnie wspominam tą potężną  powieść kryminalną. Trudno  będzie bowiem zaskoczyć intrygą kryminalną, która się w "Wybranych" przed Waszymi oczami pojawi jeśli wychowaliście się na słowie i umiejętnościach budowania napięcia mistrza Eco.

...no tak przesadzam... porównywanie tych dwóch pozycji nie ma sensu...

"Wybrani" są przeznaczeni na zupełnie inny rynek odbiorców. Współczesna powieść ma być lekką i łatwą w odbiorze opowieścią o nas samych. Bajką o naszych marzeniach, skrytych pragnieniach i tym wszystkim czego nigdy sami nie doświadczymy. C.J. Daugherty i powieść "Wybrani" spełniają te oczekiwania. Uważam że autorka ma szansę zagościć na salonach odwiedzanych przez Joanne Kathleen Rowling i Stephenie Meyer. Jej saga powinna się dobrze sprzedać i ustanowić kolejny po przygodach Pottera i słynnej Belli rekord popularności.

Książka będzie na pewno świetnym prezentem dla nastolatek. Dorastających, przeżywających pierwsze poważne miłości, zbuntowanych, mających dość swoich rodziców, balansujących już na granicy dorosłości ale będącymi jeszcze małymi dziewczynkami z problemami. Żonie kolejne części chyba też sprezentuję bo powieść wciągnęła ją od pierwszych stron, a powyższa recenzja felieton jest inspirowana przede wszystkim jej opiniami.

Jest coś ciekawego w historii o Allie. Jeszcze nie wiem tak do końca co ale ...zaczekam  na kolejną odsłonę "Wybranych" autorstwa C.J. Daugherty. 

BTW moja doświadczona nauczycielka języka polskiego z liceum pytana przez nas co czyta w wolnych chwilach, wymieniała wszystkie najznakomitsze gwiazdy światowej literatury których dzieła musieliśmy wałkować na lekcjach. Dodała jednak kilka lekkich pozycji czytanych, dla jak to mówiła: odpoczynku. Myślę, że "Wybrani" mogą właśnie być taką lekką przerwą w naszym całkiem poważnym życiu.

środa, 31 października 2012

"My, dzieci z Dworca Zoo" to wstrząsająca opowieść o uzależnieniu i samotności dzieci w wielkim mieście. O książce dowiedziałem się od Anety już jakiś czas temu. Wczoraj postanowiliśmy obejrzeć jej ekranizację. Było warto.

Niemieckie, mocne kino moralnego niepokoju. Opisuje co prawda czasy dość odległe ale według mnie nadal aktualne. Szczególnie dziś gdy trwa w Polsce dyskusja w temacie legalizacji marihuany, która jest według mnie furtką do ogrodu zwanego narkotykowe uzależnienie. Nie mam zamiaru przy okazji tego wpisu, moralizować w temacie marihuany czy innych narkotyków. Bardziej uderzyła mnie samotność nastolatków i młodzieży na ulicach Berlina. W całym filmie osoby dorosłe pojawiały się rzadko, a już rodzice głównej bohaterki prawie wcale. Jeśli już ktoś dojrzały na ekranie się pokazywał to przeważnie był to skrzywiony psychicznie dewiant pragnący narkotykowy głód dzieciaków wykorzystać dla własnych seksualnych korzyści. Film nakręcony został w świetny sposób powodujący, że nie rzadko czujemy obrzydzenie do tego co oglądamy. Jednak taki był zapewne zamiar reżysera bo świat, który przedstawiał nie jest różowym i puchatym światem kolorowego dzieciństwa. To świat samotnej młodzieży, narkotyków, seksu za pieniądze na dragi i delirium odwykowych prób.

Obraz brutalny i ohydny jednak wart obejrzenia. Nie utracił nic mimo upływu już tylu lat. Tamten Berlin lat 70-80 to często rzeczywistość dzisiejszych polskich wielkich miast. Oglądając obrazy z dworca ZOO widziałem warszawski dworzec Wschodni lub Centralny czy też wyburzony już dworzec w Katowicach pełen obleśnych typów szukających zaspokojenia i brudnych dzieciaków ze źrenicami jak szpilki...

Gdzie w tym wszystkim są ludzie tacy jak my - rodzice. Zajęci swoimi sprawami, namiętnościami i serialową sieczką w TV nie zauważamy, że  nasze dzieci uciekają w świat wirtualnych przyjaźni, które kiedyś mogą się skończyć podobnie jak fabuła "My, dzieci z Dworca Zoo" ... zajrzyj kochany rodzicu czasami do pokoju własnego dziecka by nie obudzić się w przyszłości ciut za późno. Zerknij czy zielony charakterystyczny listek nie stał się czasami ulubionym motywem i symbolem Twojego dziecka. To nic nie musi znaczyć ale może znaczyć też bardzo wiele.